The text you want to show on mouse roll-over

Kobieta – polskie perpetuum mobile

W Polsce polityka dotycząca kwestii „kobie­cych” jest tradycyjno-konserwatywna. Trudno ją nawet nazwać prorodzinną, bo w kwestii wspierania dzietności i rodziny poza pozornymi ruchami (becikowe) jest w niej taki sam marazm jak w kwestii równouprawnienia. Aktualne plany rządu zmierzają do pozbawienia kobiet i tej namiastki wsparcia jakim jest jednorazowe „wynagrodzenie” za urodzenia dziecka – beci­kowe. Kobieta i rodzina są traktowane jako coś samowystarczalnego. Ich potrzeby nie są uwzględniane w budżetach.

Polak potrafi. Mamy już nasze polskie per­petuum mobile. Nie ogranicza się ono tylko do samowystarczalności, ale też można na nim skutecznie zarobić lub mieć inne polityczne korzyści, bo kobiety są podstawową kartą prze­targową w relacjach państwo-kościół, czyli Polska-Watykan.

Państwo ma bardzo specyficzne podejście do wzrostu dzietności. Wspiera kobietę jak tylko potrafi – oszczędnościami. Ogranicza jej dostęp do środków antykoncepcyjnych. Planuje zmniejszyć szeroki (choć płatny) dostęp do in vitro. O usunięciu ciąży nie ma mowy, nawet jeśli jest to w zgodzie z Konstytucją RP. Poczęcie jest sprawą boską, więc nie należy w nie ingero­wać, a jeśli już ktoś chce mieszać w zamysłach Boga – to na własny koszt lub w szarej strefie. Można też wesprzeć turystykę pielgrzymkową i zamiast do lekarza iść na pielgrzymkę. Wizyta u lekarza jest droższa niż datek na tacę, więc i kobiecie się opłaci. A zamiast służby zdrowia i edukacji wspierany jest Kościół, który spełnia w Polsce takie same funkcje. I wszyscy są zado­woleni. Rządzący, bo nie muszą się zajmować reformami, i księża, bo instytucja kościelna, jak każda inna organizacja, potrzebuje pieniędzy na swoje utrzymanie i najlepiej jak jest rentowna. Kościół w Polsce prosperuje znakomicie.

Kobieta jest w cieniu kultu Matki Polki i Kościoła Katolickiego. Matka Polka to nic innego jak continuum Matki Boskiej – ideał opie­kuńczej i rezygnującej z siebie na rzecz dziecka (Jezusa) kobiety w Kościele Katolickim. Kobieta powinna więc rezygnować z siebie na rzecz dzieci. Państwo jej to bardzo ułatwia. Nie ma przedszkoli, nie ma żłobków. Gdzie niegdzie świetnie funkcjonuje „instytucja babci” – to taka opiekunka na koszt państwa – ma wynagrodzenie w formie emerytury lub renty.

Politycy dla utrzymania swoich pozycji preferują kompromisy z instytucją Kościoła i obłudę – cementujące panującą dulszczyznę, czego przykładem jest satysfakcjonujący polity­ków i księży kompromis aborcyjny. Obawiam się, że kolejną wywrotką cementu na drodze kobiet może się stać kompromis w sprawie in vitro. Przy tak zideologizowanej debacie, w której księża straszą polityków ekskomuniką, nie ma szans na stanowienie prawa innego, niż to satysfakcjonujące instytucje kościelne. Cementujące kompromisy w sprawach kobiet satysfakcjonują wszystkich z wyjątkiem samych zainteresowanych – kobiet. Mimo, że kobieta ma pełne prawa obywatelskie – polska mental­ność pozbawia ją głosu. Widać poruszające się usta, czasami macha rękami, ale zamiast słów słyszymy dzwony kościelne przy dźwięku któ­rych należy przyklęknąć.

Partie polityczne rozgrywają „kwestie kobiece” w zależności od pozycji w jakiej się znajdują. Jeśli są u władzy – idą na szerokie kompromisy z Kościołem. Jeśli są w opozycji – głośno krzy­czą o odebraniu kobietom przywilejów. Sprawy światopoglądowe, w tym kwestie równoupraw­nienia i mniejszości wydają się oczkiem w gło­wie opozycji. Mimo, że nie ma z tego bezpo­średnich, namacalnych efektów w postaci przegłosowanych ustaw, to ma to swoje plusy – zmienia świadomość i przygotowuje grunt pod nowe kadencje sejmowe z inną arytmetyką parlamentarną. Czy w tych nowych kadencjach uda się wprowadzić zmiany? To już jest zagadką.

Ruch Poparcia Palikota wydaje się na scenie politycznej powiewem świeżości w tej zatę­chłej kadzidłem atmosferze. Daje nadzieję tym, którzy mają dość skostniałej tradycji i obłudy, których ostoją jest Kościół Katolicki obecny i zagarniający coraz więcej przestrzeni (i ziemi) w sferze publicznej. Wydaje się też nadzieją na rozbicie istniejących w polityce starych ukła­dów i wprowadzenie nowych ludzi, nieskorum­powanych jeszcze zbyt dużą siecią zależności i powiązań.

Janusz Palikot odważył się nie tylko wyeks­ponować sferę światopoglądową i pokazać jej oświeceniowy, demokratyczny charakter, ale i zro­bić z niej sztandar nowego ruchu. To znaczący krok do przodu w kwestii myślenia o poli­tyce. Dotychczas kwestie te były skrupulatnie zamiatane pod dywan, aby nie zrazić Kościoła, który jest jednym z najbardziej wpływowych graczy politycznych. A jeśli pojawiały się na scenie politycznej jakieś tematy, związane ze sferą moralności, etyki czy życia społecznego – musiały mieć aprobatę episkopatu. Standardem jest obecność jego przedstawicieli na posiedze­niach sejmowych komisji, wysyłanie projektów ustaw – ostatnio ustawy równościowej przez minister Radziszewską – do zaopiniowania władzom kościelnym. Kościół i jego przed­stawiciele są wszechobecni w sferze publicznej i do odważnego wystąpienia Ruchu Poparcia Palikota wydawali się nie do ruszenia.

Politycy jednak preferują bezpieczną poli­tykę małych kroczków i mimo powiewają­cego szumnie sztandaru, wprowadzającego powiew świeżości, również i lider ruchu nie odstaje w swych poczynaniach – innych niż medialne – od tego schematu. Jego stwierdze­nie, że należy poprzeć projekt o in vitro autor­stwa Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z PO, a nie Marka Balickiego, dlatego, że „ma większe szanse polityczne na przejście w Sejmie” nie wróży najlepiej nowopowstającej partii. Jeśli już na samym początku Palikot przejawia syndrom „polityka będącego przy władzy”, a syndrom ten zgubił Unię Wolności i Partię Demokratyczną, to dokąd zaprowadzi jego par­tię? Życzę Ruchowi Poparcia jak najlepiej, bo ten powiew świeżości jest Polsce potrzebny, ale jak mawiała Izabela Jaruga-Nowacka — nie mamy czasu na małe kroczki.

 


Opublikowane przez mar 12 2011 w gender / feminizm, społeczeństwo, Top news. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przez RSS 2.0.

Możliwość komentowania tylko dla zalogowanych. Login/Rejestracja

PUBLICYSTKA

Marzena Chińcz

- Rocznik '73. Redaktorka naczelna i wydawca FEMKI. Prezeska Fundacji Lorga. Członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet. Socliberałka. Z wykształcenia menadżer z zamilowania uzdrowicielka duchowa i poetka. Absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego. Była członkini Zarządu Partii Demokratycznej. Autorka esejów w pracach zbiorowych pod red. prof. Marii Szyszkowskiej: "O braku wolności światopoglądowej w Polsce", "Oczekiwane wartości w polityce". Pod red. dr Izy Desperak "Homofobia, mizoginia i ciemnogród?". Pod jej redakcją ukazała się książka "Lesbijki w życiu społeczno-politycznym".

Ostatnie artykuły Autorki


The text you want to show on mouse roll-over

The text you want to show on mouse roll-over

The text you want to show on mouse roll-over



Wykonanie Ewa Modlinger Modlinska
Prawa autorskie © femPRESS