Lotosowa MaMa

Wolny wybór kobiet zawsze jakby w którymś miejscu napotyka na mur. Może po to by go przeskoczyć, obejść lub przebić głową? Z drugiej strony tyle praw, tyle możliwości decydowania o sobie. Możesz głosować w wyborach, zajmować kierownicze stanowiska, decydować czy mieć dziecko, czy nie i wybrać kolor pokoju szpitalnego w jakim chcesz urodzić i nawet bólu przy porodzie możesz uniknąć. A czy masz prawo słuchać siebie, swojej kobiecej intuicji i głosu natury? Postąpić tak, jak czujesz…
Pierwszy raz z porodem lotosowym spotkałam się parę lat temu. Z zafascynowaniem choć i nutką sceptyzmu słuchałam opowieści Ani o jej lotosowym porodzie w domu. Bliskość i błogość była w niej, w dziecku i wszędzie dookoła. Widziałam maleństwo i uważnie przechowywaną pępowinę, która miała ponoć niezwykłą energię i moc… Wspomina, jak przy pierwszym porodzie samo wspomnienie lekarzowi o porodzie domowym spotkało się z jego całkowitą negacją. Brak wsparcia medycznego skończył się zmianą lekarza prowadzącego w 6 miesiącu ciąży i poczuciem, że robi coś zakazanego! Wywarło to na jej psychikę duże piętno i nie pozwoliło jej do końca skupić się na swoim celu. Ostatecznie, pierwszy poród Ani zakończył się w szpitalu podaniem oksytocyny i nacięciem krocza. Miała być wtedy drugą matką lotosową w Polsce. Po paru latach, przy drugim dziecku, położne podeszły z dużym szacunkiem do decyzji Ani a lekarz prowadzący klasyfikował matki do porodu domowego. Wszystko się udało bez żadnych komplikacji. Tym razem domowy poród lotosowy dał rodzicom szansę na pełną wymianę wszelkiego dobra z łożyska z ciałkiem ich synka a cały proces uzmysłowił im mistyczną magię tego przeżycia. Trzecie dziecko, które planują, też urodzi w domu i mówi, że każdy człowiek ma wielką moc, a kobieta – moc dawania życia. A przeżycie tego wspólnie jest tak intymne, że zakłócanie medycyną czy farmakologią – może rzeczywiście odebrać kobiecie i dziecku ich naturalne siły. Wsłuchując się w rytm natury, w rytm swojego ciała sprawia, iż wszystko staje się możliwe.
I po latach znowu poznałam kobietę, która urodziła lotosowo. Patrycja miała już dwójkę dzieci gdy zdecydowała się urodzić lotosowo po raz pierwszy, w zeszłym roku urodziła kolejnego lotosika. Przeczytałam jej relację z pierwszego lotosowego porodu w Wegetariańskim Świecie i dotarło do mnie, że schemat się powtarza – niby daje się nam wolność wyboru i różne prawa dla kobiet ale ta wolność i prawa są i tak ograniczone narzuconymi odgórnie przekonaniami, uprzedzeniami i wyborem większości. A mniejszość niech się ukrywa i nie burzy porządku większości, nie buntuje i cieszy się w ogóle, że może istnieć jako mniejszość. Taką mniejszością są kobiety, które chcą rodzić w domu, lotosowo, nie godzą się na nacinanie krocza i mechaniczne traktowanie, które chcą czuć i decydować jak przyjmą nowego człowieka na tej Ziemi. Ale kobiety coraz odważniej mówią czego chcą i co czują, z większą świadomością i poczuciem słuszności. Kierują się prawem słuchania swojej kobiecej intuicji zamiast odgórnych zaleceń – czy to dotyczy porodu, pracy czy spraw politycznych -parytetów, związków partnerskich, ściągalnych alimentów, prawa do aborcji i in vitro.
Patrycja miała odwagę urodzić po swojemu, w zgodzie z tym co czuła i ze swoim naturalnym rytmem. Przygotowywała się do porodu świadomie w całym okresie ciąży, przepracowując swoje lęki i traumy, dbając o świątynie swego ciała i ducha. Przede wszystkim będąc w kontakcie ze sobą i sygnałami płynącymi z ciała. Nazwałam Patrycję lotosową mamą bo aby mógł odbyć się poród lotosowy to matka potrzebuje osiągnąć swoisty stopień samoświadomości, sama stać się jak lotos i dać życie małemu lotosikowi – tak się właśnie mówi o dzieciach urodzonych w ten sposób. Teraz Patrycja jest doulą by nieść informacje o świadomych porodach dalej, by być wsparciem dla kobiet i nie oceniać ich wyborów, nie dawać gotowych rozwiązań lecz kierować do wewnątrz, do mądrości, mocy i miłości w swoim sercu. To bowiem nie pieniądze, prestiż i wysoka pozycja zawodowa daje kobietom siłę by rodzić. Jak sama opowiada – czerpie siłę z pierwotnej dzikości i słuchania intuicji, ze związku z Matką Ziemią, z połączenia z cyklami natury.
Jeśli chcemy być świadomą mamą czy świadomą kobietą bo to jest trendy i przylepić sobie etykietkę ‘świadoma’ to możemy wpaść w kolejną pułapkę, odgrywać rolę i oszukiwać same siebie. Wśród zawieruchy życia Pati ma świadomość wewnętrznego prowadzenia, przychodzą do niej spontanicznie wizualizacje jak połączyć się z dzieckiem w sobie, czuje jak jej macica robi się miękka i przyjmująca dla dziecka, pracuje z kartami mocy dostając cudowne i jakże trafne przesłania.
Pamiętam jak jeszcze na studiach, nasz doktor z psychologii mówił, jak to kiedyś kobiety w ciąży, udawały się na odosobnienie gdzie wspólnie z innymi kobietami przy nadziei dbały o siebie z troską i miłością. Dawno, dawno temu można by rzec. Taka była polityka wioski – dbać o ciężarne, gdyż to one potem rodzą nowych członków wspólnoty a skoro chce się mieć zdrową wspólnotę to trzeba zadbać aby poszczególni jej członkowie byli już w łonie dobrze traktowani i przyjmowani z godnością na tym świecie. To było takie proste – szczęśliwa kobieta w ciąży urodzi szczęśliwego człowieka, szczęśliwy człowiek zbuduje szczęśliwe społeczeństwo. Bo ma chęć by się rozwijać, siłę by radzić sobie z przeszkodami i mądrość w podejmowaniu decyzji. Dbanie o wspólne dobro. No a teraz praca wre. I jesteśmy hartowane w boju także w ciąży, żeby i ten nowy człowiek w nas też był zahartowany w ciężkiej pracy i trudach życia, by miał odcisk limbiczny, że życie to cierpienie i nikt Cię tu nie chce, że życie to ciągła walka – i żeby tylko nie przyszło nikomu do głowy, że można inaczej! A można!
Etiro urodziła świadomie swoich synów ponad 20 lat temu. Pierwszego urodziła w szpitalu, drugiego w domu – w tamtych czasach nie było to normalne i zdarzało się tylko w wyjątkowych sytuacjach. Poród w domu dał jej niezwykłe doświadczenie swojej wewnętrznej kobiecej mocy. Teraz czuje, że było to przebudzenie do własnej świadomości… miała przecież porównanie. A przyszło to do niej naturalnie, po prostu nie stawiała temu oporu, znała swoje ciało, czuła co się dzieje i właściwie reagowała. To było piękne i odkrywcze i zachęciło do dalszego zgłębiania tematu. Wiele lat prowadziła lub towarzyszyła w porodach domowych. Mówi, że w Holandii poród w zaciszu domowym, wśród najbliższych jest zjawiskiem normalnym a poród w szpitalu traktowany jest jako patologia. Po szkole pielęgniarskiej pracowała na ginekologii i patologii ciąży. Pamięta jak uczyła się z książki, że mleko matki jest za słabe i podawano im proporcje na przygotowanie mieszanek dla dzieci, często mieszając z mąką… Pracuje z kobietami od ponad 20lat bazując na własnych doświadczeniach. Jest przewodniczką kobiet, szamanką, wykonuje masaże Akua, także jako przygotowanie do świadomego porodu. Słuchając jej przekonujesz się jak ważne jest nawiązanie kontaktu z własnym ciałem, swoimi fizjologicznymi procesami. Podczas masażu Akua czujesz jakbyś płynęła, uwalniając swoje ciało i przebudzając w nim świadomość dobrego, kochającego dotyku. To co dajesz sobie, przekazujesz też dziecku, a Twoje pełne miłości doświadczenia stwarzają najlepszą atmosferę i przestrzeń dla poczęcia i wydania na świat nowego życia.
Etiro mówi, że każdy moment jest dobry by obudzić się do świadomego porodu i iść za pragnieniem serca by rodzić w zgodzie ze sobą i to pragnienie wypływa z dziecięcej niewinności. Czasem dziecięcej ciekawości, lecz może być to najsilniejsza rzecz, która prowadzi kobietę w spontanicznym przygotowaniu się do świadomego porodu. Każdy bowiem ma w sobie naturalną chęć bycia odkrywcą i ciekawość samego siebie. W swojej długoletniej pracy Etiro poznała wiele kobiet, które często otwierały się jakby niechcący i wtedy przychodzi olśnienie, że może być zupełnie inaczej niż to, co do tej pory słyszały o rodzeniu i byciu matką. Świadomość pozwala połączyć serce i głowę by otworzyć się na to co już w nas jest – tylko nie mamy tego świadomości. Większość kobiet nie jest poinformowana jak wygląda fizjologicznie, jak wygląda macica, łożysko itp. To budzi niepokój i zawierzenie innym, bo wiedzą lepiej, innym – tylko nie sobie. A prawda jest taka, że wszystko jest totalnie doskonale przygotowane w nas, że poród jest czymś naturalnym, że to czysta fizjologia i matki doskonale wiedzą intuicyjnie jak się zachować. Tylko do tej intuicji trzeba czasem pomóc im dotrzeć, rozbudzić i zaufać.
Wszystkie jesteśmy zgodne, że świadomość miłości jest tu najistotniejsza. Świadomość lęku bowiem powoduje, że uciekamy i zamykamy się – same przed sobą, przed swoim ciałem, swoją fizjologią. Wszystkie się zgadzamy, że wybór szpitala jest wyborem lękowym a nie wyborem z miłości, wtedy nie mamy świadomości swojej siły, jesteśmy nieustannie straszone! Potrzeba mniej lęku a więcej miłości i bezpieczeństwa dla rodzących. By mieć świadomość co robić trzeba uzyskać informacje, poczuć, że i dla mnie to jest dobre. Etiro mówi jak porody mogą być piękne wręcz święte i rytualne, jak kobieta czerpie siłę z faktu, że to ona decyduje i wybiera sposób porodu i świadomie wita swoje dziecko z miłością – wtedy nikt nie przyjdzie i nie odetnie pępowiny bo nieświadomie podpisało się jakiś papierek, bo traktuje się to jako jedyną możliwość. Informacje są ważne – o tym jakie mamy prawa, jak z nich świadomie korzystać i przede wszystkim jak dokonywać wyborów w zgodzie z sobą. Zojka, córeczka Pati cały czas była spokojna i radosna, w końcu dla niej świat jest bezpiecznym miejscem, jest tu kochana i chciana, roztacza wokół siebie przestrzeń miłości. Niech nasza świadomość samej siebie wzrasta dla naszych dzieci i dla nas wszystkich…
Więcej o porodzie lotosowym i świadomej pracy z sobą:
www.porodlotosowy.pl – łagodne przyjście na świat
www.akua.pl – podróż wgłąb siebie
Film „Narodziny jakie znamy”
Shivam Rachana „Narodziny w nowym świetle”
Janet Balaskas „Poród aktywny”
Opublikowane przez Magda Skotnicka mar 8 2011 w rodzicielstwo, Top news. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przez RSS 2.0.








Ja rodziałam szpitalu. Bałam się rodzić w szpitalu, ze wzgledu na ludzi, którzy mogą mnie żle potraktować. Chciałam rodzić w domu, żeby w takim momencie, nie czuć się upokorzoną lub ponizoną przez personel szpitalny. Urodziłam w szpitalu, nikt mnie zle nie potraktował, dostałam wsparcie, pomoc w chwilach załamania. NIe oszukujmy się poród boli. Ja nie byłam przygotowana na taki ból. Myślałam, że boli, ale skoro to natura da sie wytrzymać. Prawda jest taka ze ciężko wytrzymać taki ból. Trzeba sie nastawić na najgorsze, ja nastawiłam sie na coś do zniesienia.
Po porodzie dostałam krwotoku, ani przez moment nie odczułam lęku ani paniki, bo był przy mnie lekarz i cała obsługa medyczna, która szybko zareagowała.
Cieszę się, że nie rodziłam w domu. Wtedy zamiast cieszyć sie dzieckiem pędziłabym w panice do szpitala i nie wiadomo jakby się to skończyło.
Popieram porody naturalne, świadome, łagodne, pelne miłości przyjście na świat, to w jaki sposób jesteśmy witani na tym świecie stanowi o naszych pożniejszych relacjach z samym soba i światem- sama mam dwojkę małych cudów- Wiktorię urodziłam naturalnie w szpitalu, do drugiego porodu przygotowywałam sie jeszcze bardziej świadomie- zaczęliśmy z mężem od uzdrowienia swojej traumy narodzeniowej- doswiadczylismy swoich ponownych narodzin na warsztatach z Eleną Tonetti-Vladimirovą, zgłebiałam metody jej pracy na warsztatach trenerskich- wiedzą i doświadczeniem zdobyta na temat porodów pragne dzielic się z innymi – planuje warsztaty i spotkania . W przygotowaniach i podczas samego porodu bardzo pomogła mi tez terapia dźwiękiem- gra na misach, gongach , bębnie szamańskim, śpipiew i taniec spontaniczny- wszystko to pomogło mi i pomaga dalej w poszerzaniu samoświadomości, rozpuszczaniu leków i blokad.Dzięki swojej wierze i pracy nad soba 24 pażdziernika , w niedziele wieczorem przyszedl na świat Angus mój syn- narodzil sie w świetle i milosci w swoim domu przy dźwiękach gongów, lotosowo. Rodziłam tak jak żyję – tańcząc , śpiewając,grając w zachwycie nad Cudem jakim jest Życie.