Kobieta symbol, walcząca matka.
Rozmowa Grażyny Latos z Alicją Tysiąc.
Grażyna Latos: Czujesz się symbolem?
Alicja Tysiąc: Nie, myślę, że nie…
G.L.: Zapytałam o symbol, ponieważ dla jednych jesteś symbolem zła piekielnego, a dla innych symbolem walki o prawo kobiety do samostanowienia. Nic pośrodku, czarne lub białe.
A.T.: Tak, zwłaszcza na forach internetowych jest dużo takich opinii, ale opinie moich przyjaciół są dla mnie ważniejsze. Wiadomo, że się denerwuję. Czasem czytam różne wypowiedzi i w nerwach na nie odpisuję. Wiem, że nie powinnam tego robić, ale nic na to nie poradzę. To jest tak bardzo ważna sprawa w moim życiu, że to już chyba tak zostanie – i te pozytywne i negatywne aspekty. Pewnie niepotrzebnie czytam to wszystko, co o mnie piszą np. na forach, ale niektóre wypowiedzi są po prostu tragiczne. Z drugiej strony wiem, że dla pewnych osób po tym wyroku stałam się taką osobą, która może w jakiś sposób mogłaby przyczynić się do tego, by coś w ustawodawstwie zmienić. Dziwię się, że tak dużo osób z organizacji pracuje nad tym i to nie ma żadnego skutku. Polityków prawa kobiet nie interesują, a szkoda, bo to bardzo poważny problem w Polsce. Dlatego myślę, że wszystkie kobiety powinny murem wejść do sejmu, wejść siłą…
G.L.: Wierzysz, że kobiety i ich solidarna walka mogłyby poprawić naszą rzeczywistość?
A.T.: Myślę, że solidarność kobiet mogłaby przynieść rezultaty. Czasem widzę jak kobiety jakoś tam zaangażowane społecznie konkurują ze sobą. To jest bezsensu. Zamiast walczyć ze sobą powinny walczyć razem – wszystkie razem powinnyśmy się złączyć. Wszystkie sprawy kobiece są bardzo ważne i myślę, że gdybyśmy się złączyły to coś by się osiągnęło. Jest nas przecież bardzo wiele…
G.L.: Ty się solidaryzujesz, przychodzisz na debaty, manifestacje…
A.T.: Jeśli są jakieś zaproszenia, to staram się w miarę swoich możliwości przyjść, bo wiem, że to jest ważne. Dobrze by było, żeby więcej kobiet przychodziło, ale im się po prostu nie chce. To są często bardzo ważne tematy, ale nie dla wszystkich. Nie wiem czym to jest spowodowane. Nie będzie dobrze, jeśli kobiety same nie zaczną walczyć. Część kobiet wychodzi na ulice, a część siedzi przed telewizorem. Takie wydarzenia jak manifestacje nie są organizowane codziennie. Raz na jakiś czas można postarać się w nich uczestniczyć, bo inaczej na pewno nie będzie dobrze.
G.L.: W jednym z wywiadów powiedziałaś że „każda kobieta powinna sama decydować o tym, czy chce mieć dziecko czy nie i rząd w ogóle się w to nie powinien mieszać”. Czy to oznacza, że popierasz bezwarunkowe prawo do aborcji niezależnie od sytuacji?
A.T.: Popieram bezwarunkowe prawo do aborcji. To jest decyzja każdej kobiety – czy ma problemy ze zdrowiem, czy chce mieć później, czy nie ma odpowiednich warunków, aby mieć dziecko. Ja sama mieszkałam na 29 metrach kwadratowych i przez kilka lat obijałam się o ściany. Na szczęście moje warunki mieszkaniowe poprawiły się.
G.L.: Wierzysz w rozsądek kobiet i młodych dziewczyn i w to, że ich decyzja zawsze będzie dobrze przemyślana?
A.T.: Oczywiście. To nie jest kupowanie bułek w sklepie.
G.L.: Twoje poglądy na przestrzeni ostatnich lat zmieniły się, ale wciąż jesteś osobą wierzącą.
A.T.: Jestem katoliczką, ale po tych wszystkich sprawach, które się dzieją oddalam od kościoła. Wiele się zmieniło. Kiedyś religię miałam w kościele i istniał taki podział – kościół był kościołem, szkoła była szkołą. Teraz kościół za bardzo wkracza w życie ludzi i przez to dużo osób oddala się od wiary.
G.L.: Jesteś za rozdziałem państwa od kościoła?
A.T.: Oczywiście. Ustawa nie jest przecież potrzebna dla osoby, która jest osobą wierzącą, bo ona wie, na co wiara jej nie pozwala. Sama powinna podejmować decyzje, także tę o ewentualnym przerwaniu ciąży. Żadne instytucje kościelne nie powinny wkraczać w jej osobiste życie.
G.L.: Przejdźmy do Twoich dzieci. Jak one sobie radzą – w szkole, ze swoim otoczeniem, z nagonką?
A.T.: Starsze dzieci bardziej to wszystko odczuwają, zresztą przede wszystkim w szkole. Nauczyciele i uczniowie różnie do tego podchodzą. Myślę, że Julka na razie tego jeszcze tak nie odczuwa, choć czasami dzieci jej dokuczają Mam nadzieję, że gdy mnie zabraknie (ale oczywiście jeszcze nie umieram), to osoby w tym moim zaprzyjaźnionym kręgu, będą nad nią czuwać. Julka czyta różne fora i oczywiście przeżywa to, jak ktoś mógł coś takiego powiedzieć o jej mamie. Denerwuje się, ale zawsze wie co powiedzieć. Ja myślę, że ona będzie z czasem…
G.L.: Feministką?
A.T.: Tak! I to jaką! Jest w niej ten bunt, zawsze wie co powiedzieć i jest strasznie zawzięta. Zawziętość ma po mnie. (śmiech)
G.L.: Jesteś dumną mamą?
A.T.: Oczywiście.
G.L.: Dziękuję za rozmowę.
A.T.: Dziękuję również i pozdrawiam wszystkie czytelniczki, a w szczególności wszystkie mamy.
———————
Opublikowane przez Grażyna Latos sty 11 2011 w rodzicielstwo, wywiady. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przez RSS 2.0.








