The text you want to show on mouse roll-over

Między przyjaźnią a seksem…

Dariusz Zaborek zapytał kiedyś Ewę Błaszczyk: – Przed laty mówiła Pani: „Uwielbiam mężczyzn i niektóre kobiety także. Do kobiet, które mi się podobają, mam rodzaj pierwszej czułości, której nie mam do mężczyzn”.
A ona odpowiedziała:
-
(śmiech) Tak, w tym sensie każda kobieta trochę jest lesbijką. Bo interesująca kobieta mnie zatrzymuje i fascynuje. Przyglądam się takiej kobiecie. Ale nie idę dalej, tylko patrzę. Bo z facetem od razu robi się coś bardziej oczywistego. Gdy widzę taką kobietę, wzrusza mnie i ciekawi, jak ona to robi, że taka jest.
- Na czym polega ta pierwsza czułość?
- Bo kobieta jest mi bardziej znajoma. Wchodzi się przez otwarte drzwi.
(„Wysokie Obcasy” nr 11 (412) 17 marca 2007)

Wiele kobiet odczuwa podobną, balansującą na granicy erotyki więź z innymi kobietami. Rzadko która ma jednak odwagę nazwać ją „lesbijską”. Bo to słowo na L brzmi jak naznaczenie. A tak niewiele osób ma odwagę powiedzieć: „jeśli nawet tak jest, to co z tego?”. Dlaczego tak bardzo boimy się naznaczeń i stygmatyzacji? Zamiast zmieniać relacje społeczne tak, by stały się bardziej przyjazne, staramy się dopasować do oczekiwań. Również w sferze leksykalnej.

Więzi łączące kobiety wymykają się klasyfikacjom. W patriarchalnej kulturze słowo „przyjaciółka” odbierane jest z przymrużeniem oka. Podobnie jak wszystkie żeńskie nazwy zawodów i wykonawców czynności. Przyjaciółki są infantylne, spotykają się tylko po to, by plotkować i rozmawiać o ciuchach. Nie wierzy się w szczerość takich relacji. Istnieje stereotyp, według którego nie ma czegoś takiego jak przyjaźń kobieca, bo baby w końcu się kiedyś pokłócą o faceta. Co innego „przyjaciel”.

Walka o równouprawnienie kobiet to nie tylko batalia o wyrównanie zarobków i prawa reprodukcyjne. To również dbałość o dowartościowanie kobiecych doświadczeń. Przez wiele wieków za modelowe uważano doświadczenie męskości, bo człowiek to przecież mężczyzna. Kobieta była odbierana jako inna, dziwna, niezrozumiała – a  co za tym idzie – gorsza. Czy aby stać się lepszą, kobieta musi upodobnić się do mężczyzny? Niekoniecznie. Zrozumienie i odpowiednie opisanie kobiecości wydaje się więc naglącą potrzebą. Nie jest jednak łatwo wyrazić racjonalnym językiem nieracjonalne doświadczenia. By opisać własne przeżycia, kobiety poszukiwały więc metafor z zakresu przyrody, pracy domowej, rytmów ciała.

Adriennie Rich w tekście „Przymusowa heteroseksualność a egzystencja lesbijska” odniosła wszelkie głębokie związki między kobietami do związków lesbijskich. Uznała bowiem, że w przypadku relacji kobiecych pomiędzy przyjaźnią, przywiązaniem, fascynacją i miłością nie można mówić o szczególnej różnicy, ale raczej o pewnej ciągłości. To „continuum lesbijskie” zaczyna się dla dziewczynki w łonie matki i jest naturalnym rozwinięciem relacji matka-córka. Głębokie przywiązanie do matki kobieta przenosi na inne kobiety. Rich uznała więc, że wszystkie relacje między kobietami, jeśli są pozytywne (a nie oparte na wymuszonej przez patriarchat zawiści), są lesbijskie. Apogeum tych możliwości jest oczywiście relacja seksualna.

Wielu osobom może się to wydawać przesadzone. Erotykę oddziela się zazwyczaj gruba kreską od innych relacji. Warto jednak zauważyć, że w przyjaźniach kobiecych jest dużo czułości. Dotyków, uścisków, pocałunków. Eve Kosofski Sedgwick nazwała wszystkie relacje jednopłciowe homospołecznymi. Jej zdaniem ostra granica między sferą erotyczna a społeczną sprawia, że są one odbierane jako zupełnie bezpieczne w homofobicznej przestrzeni. Ciekawym jest jednak fakt, że także do obrońców patriarchalnego status quo dociera lęk przed rozszerzeniem tej jednopłciowej intymności. Od wieków, zanim mężczyźni zajęli się położnictwem, najczęstszą i najintymniejszą homospołeczna czynnością w świecie kobiet był poród. Emily Martin pisze na przykład o amerykańskiej chrześcijańskiej grupie propagującej porody domowe i nakazującej rodzicom zamknąć się na czas porodu w prywatności, tak by nie musieli korzystać z pomocy akuszerki. Miałoby to chronić „to z natury heteroseksualne zdarzenie” (ojciec+matka=dziecko) przed staniem się czynnością homoseksualną – kobiecym wspólnym rodzeniem.

Feminizm dąży do stworzenia kobiecych przestrzeni, miejsc w których mogą się spotykać i wolne od męskiej oceny, porównywać swoje doświadczenia, a co za tym idzie uczyć się od siebie nawzajem. Relacje, które nawiązują się między kobietami (czy to w ramach ruchu feministycznego, czy poza nim) nierzadko są oparte na bliskości i czułości. Jeśli przyjrzymy się tym związkom, nie ulega wątpliwości, że znajdują się w lesbijskim kontinuum. Ta współpraca i przyjaźń kobiet staje się podstawą oporu wobec władzy męskości. Radykalne feministki poszły jeszcze dalej i posiłkując się hasłem Robin Morgan: „Feminizm jest teoria a lesbianizm praktyką”, postulowały zbudowanie świata złożonego tylko z kobiet i wyzwolenie się spod erotycznej zależności od mężczyzn poprzez nawiązywanie relacji seksualnych jedynie z kobietami. Jest to oczywiście utopia (i to nie tylko społeczna, ale i biologiczna). Ale warto zauważyć, że wyobrażenie świata bez mężczyzn nie musi, jak w „Seksmisji”, być opisem świata bez przyjemności seksualnych.

Zdarza się, że feministki są utożsamiane z lesbijkami. W rzeczywistości jednak relacje pomiędzy ruchem feministycznym a lesbianizmem nie są takie proste. Orientacja seksualna nie jest wywrotowa sama w sobie i nie oznacza jeszcze chęci walki z zastanym systemem społecznym. Nie każda uważająca się za lesbijkę kobieta jest feministką, a i większość feministek nie uważa się za lesbijki. Część działaczek sądzi nawet, że akcentowanie problemów lesbijek może zniechęcić do ruchu feministycznego „zwyczajne kobiety”. Niemniej jednak lesbijki stanowią ważną część ruchu kobiecego, wiele feministek udziela zaś im wsparcia. Płeć i seksualność to nierozerwalnie związane ze sobą kwestie. Mówienie o lesbijskim kontinuum w przyjaźniach kobiecych powoduje jednak odseksualnienie samego lesbianizmu. Bo czułość i ciepło, a nawet zachwyt nad ciałem innej kobiety nie muszą być tożsame z pożądaniem. Przecież niewidzialność lesbijek wynika z przeświadczenia, że związek dwóch kobiet nie jest relacją partnerską w znaczeniu konkubinatu (czy kohabitacji), ale tylko (?!)  przyjaźnią. Z badań seksuologów wynika, że wprawdzie niewielki procent kobiet deklaruje homoseksualizm (ok. 2-5%), ale za to wiele z nas dopuszcza możliwość erotycznej relacji z kobietą.

Homoerotyczne przygody są doświadczeniem wielu kobiet i niekoniecznie wynikają z głębokich lesbijskich skłonności. Kiedy odkrywamy w sobie podobne pragnienia, nie uciekajmy od nich z lękiem. Potraktujmy to jako drogę do siebie” – powiedziała w rozmowie z Tomaszem Jastrunem terapeutka Olga Haller  („Zwierciadło” 10/2008).

Skoro więc większość kobiet jest otwarta na seksualne relacje z kobietami warto zadać pytanie, czy lesbianizm w ogóle istnieje. Może jest on po prostu specyfiką kobiecych relacji, związków, fascynacji. Bo skoro wszystkie jesteśmy les, to nie jest też żadna. A może niektóre relacje można nazwać lesbijskimi, a inne nie. Może. Tylko które na pewno takie nie są?

 


Opublikowane przez sty 20 2011 w gender / feminizm, les / bi / queer, przemyślenia, społeczeństwo, Top news. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przez RSS 2.0.

Możliwość komentowania tylko dla zalogowanych. Login/Rejestracja

PUBLICYSTKA

Marzena Lizurej

- Uzyskała stopień doktora w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Od dawna współpracuje z ruchem feministycznym i LGBT. Była współzałożycielką Koła Naukowego Queer Studies "Nic Tak Samo" i prowadziła je przez kilka lat. Jest redaktorką queerowego naukowego czasopisma internetowego InterAlia. Razem z Moniką Baer zredagowała książkę "Z odmiennej perspektywy. Studia queer w Polsce" (Wrocław 2007). Interesuje ją sztuka jako styl życia.

Ostatnie artykuły Autorki


The text you want to show on mouse roll-over

Femka - magazyn dla Kobiet myslacych

The text you want to show on mouse roll-over



Wykonanie Ewa Modlinger Modlinska
Prawa autorskie © femPRESS