The text you want to show on mouse roll-over

Sto jeden kotów Pani Ireny

 

 

Kiedyś, nie pamiętam już kiedy, trafiłam w internecie na stronę Kociego Azylu w Konstancinie. Ucieszyłam się, że jest takie miejsce dla kotów. Często tam zaglądałam. Przez cały czas nie dawało mi jednak spokoju pytanie: „Kim jest kobieta, która postanowiła robić coś takiego?”

Wonder Woman

Kiedy któregoś dnia, zamiast bezosobowego przelewu, sami postanowiliśmy zawieźć parę rzeczy do Konstancina, poznałam Panią Irenę osobiście. Zawsze wyobrażałam ją sobie jako superbohaterkę, kogoś w rodzaju Wonder Woman. „Wonder Woman charakteryzuje się nadludzką siłą, wytrzymałością, szybkością i zdolnością lotu aktywnego” i „potrafi komunikować się ze zwierzętami” – w wizji  z komiksu utwierdza mnie internet. Pasuje jak ulał! W mojej wyobraźni tylko taka postać była w stanie podjąć heroiczny wysiłek ratowania kotów, a potem jeszcze unieść na swoich barkach ciężar prowadzenia przytuliska we własnym domu. Zwłaszcza w sytuacji, gdy liczba zwierząt z nastu zmienia się w dziesiątki, a potem setki.

Tamtego dnia, stojąc zawładnięta przez komiksowe fantazje pod furtką Azylu, zza ogrodzenia wypatrywałam Wonder Woman. Albo przynajmniej kogoś podobnego. Tymczasem furtkę wyszła otworzyć drobna, niewysoka i niemłoda już kobieta w zawadiacko założonym bereciku. Byłam przekonana, że to pewnie jedna z pomocnic czy wolontariuszek. Chwilę potem okazało się, że się mylę i to właśnie jest ONA. Zanim zdołałam wyjść z lekkiego osłupienia, Pani Irena zdążyła już sprawnie rozporządzić co, gdzie i jak poukładać oraz zainicjować wycieczkę po Azylu. Ruszamy. Schronisko jest podzielone na pomieszczenia. Oprowadzając po kolejnych, Pani Irena opowiada nam na wyrywki historie poszczególnych mieszkańców, ale przy okazji po drodze jeszcze się krząta. Wtedy zdaję sobie sprawę, jak pomimo drobnej budowy i swoich lat, jest niezwykle energiczną, a do tego konkretną i rzeczową osobą. Nie ma nic wspólnego z „szaloną kociarą”. No chyba, że szaleństwem chcemy nazwać wrażliwość na los zwierząt lub udzielaną tu realną pomoc.

Podziwiam ją, ale jednak i tak ciągle nie mieści mi się w głowie, jak ona sobie z tym wszystkim daje radę. Skąd ma w sobie tyle siły. Fizycznej, psychicznej, emocjonalnej i wszelakiej. Jak to jest w ogóle możliwe. To jest wbrew biologii, fizyce, psychologii, logice – a i niewykluczone, że wbrew jeszcze innym dziedzinom nauki!

WIELKA MOC i superbohaterska misja.

Świat komiksu z superbohaterami wyposażonymi w moce jest super – ale fantazją. A rzeczywistość, bynajmniej nie komiksowo kolorowa jest taka, że Azyl utrzymuje się dzięki ofiarności społeczeństwa. Zupełnie zwykłych ludzi. I to właśnie oni dają Pani Irenie WIELKĄ MOC. Dzięki ich darom – rzeczowym i finansowym oraz pomocy wolontariuszy, pracowników i innych dobrych ludzi może ona realizować swoją misję. Ani bez jednego, ani bez drugiego, sama Pani Irena nie zdziałałaby wiele. A to i tak są krople w morzu potrzeb. Prowadzenie przytuliska to praca prawie w trybie 24- godzinnym. 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Karmienie, opieka medyczna, sprzątanie, interwencje. Do tego sprawy papierkowe. Niedospanie i przemęczenie. Nie ma tu czasu dla siebie, dni wolnych, wakacji. Nie można sobie odpuścić czy pospać dłużej w weekend. A jedyny pewnik to nieustanne zmartwienie. Czy wystarczy na jedzenie i leki dla kotów. Na ile starczy. Czy będzie z czego opłacić rachunki. Ile zwierząt uda się uratować. Ilu kotom znaleźć kochający dom. Bo na końcu, właściwie jedyną, ale i największą nagrodą jest ogromna satysfakcja, gdy uda się uratować kolejne kocie istnienia. A podwójną, gdy te istnienia znajdą swój dom, a Pani Irena dostanie od nowych właścicieli „zdjęcia rodzinne” z niedawnymi podopiecznymi w roli głównej.

Nie widzę innego wyjaśnienia – Pani Irena po prostu  j e s t  superbohaterką. Kropka.

Kilka. Sto jeden. Kilkaset.

Historia Azylu rozpoczyna się w latach 90. Pani Irena była wtedy wolontariuszką w Państwowym Domu Dziecka. Już wtedy pomagała też zwierzętom i przygarniała znajdy.  „Wychowawcy często prosili mnie o pomoc w ratowaniu kotów trafiających do domu dziecka lub męczonych przez młodzież na osiedlu. Kotki często się kociły w pudłach na śmietniku lub w piwnicach. Sterylizacja nie była jeszcze powszechna, gminy w ogóle nie przeznaczały na to środków, zaczęłam więc sterylizować koty za własne pieniądze i zajmować się adopcją kociąt.” – opowiada. Wkrótce w domu nazbierało się kotów po przejściach oraz tych, które nie poszły do adopcji. Tak w 1992 roku powstało przytulisko. Z czasem rozrosło się na tyle, że trzeba było pomyśleć o uprawomocnieniu działań. 17 września 2000 roku oficjalnie zaistniała Fundacja Św. Franciszka „Pomóż zwierzętom – naszym małym braciom” i Koci Azyl. Dziś „sto jeden kotów” to już właściwie wspomnienie z historii Azylu, bo ta liczba dawno już przestała być aktualna – od tamtej pory ilość zwierząt zwiększyła się kilkukrotnie. Została jedynie w nazwie strony internetowej www.101kotów.pl. Obecnie Azyl Fundacji św. Franciszka w Konstancinie – Jeziornie pod Warszawą zajmuje 22 pomieszczenia oraz wybieg. Dawniej dom i działka Pani Ireny, dziś bywa domem nawet dla ponad 300 kotów jednocześnie. I tyle mordek trzeba codziennie nakarmić. Fundacja opieką medyczną obejmuje łącznie ok 500 kotów rocznie (sterylizacja, kastracja, leczenie), w tym także koty starszych, samotnych osób lub osierocone po śmierci właścicieli. W Azylu na stałe mieszkają głównie starzy rezydenci i „młodzież” z ubiegłego roku, która nie znalazła jeszcze domów. Ciągle przyjeżdżają nowi mieszkańcy: bezdomni, niechciani, chorzy i głodni, a wraz z nimi ich historie. Najczęściej tragiczne i związane z ludzkim okrucieństwem i bezmyślnością. Po wysłuchaniu paru robi mi się słabo – a są ich setki. Dlatego Fundacja rozpoczęła także działania edukacyjne mające na celu uwrażliwienie na los zwierząt. Dzieci i młodzież przychodzą na zajęcia dydaktyczne do Azylu, a Pani Ela z zarządu jeździ na prelekcje do szkół i przedszkoli.

„Pomóż zwierzętom – naszym małym braciom”

Gdy drugi raz odwiedzamy Koci Azyl, jest już wiosna, zielono i ciepło, można posiedzieć na wybiegu. Osiatkowane woliery zarośnięte są trawą i roślinami, nad naszymi głowami pną się rusztowania dla kotów. Jedne obserwują nas bacznie z bezpiecznej odległości, innym wszystko jedno – śpią lub jedzą nie zwracając na nas uwagi, jeszcze inne chcą podejść, ale się boją, a niektóre na wszelki wypadek w ogóle uciekają. Ale są też koty tak spragnione kontaktu i dotyku, że dosłownie nas oblegają. Wspinają się, podkładają pod ręce łebki domagając się pieszczot. Kiedy kucam, od razu podbiegają następne. Czuję się okropnie, ale nie mogę zabrać już więcej kotów do domu. Na wiosnę, zaczyna się w Azylu szczególnie ciężka sytuacja. Przybywa kociąt – i to od razu w ilościach hurtowych. Oglądamy dopiero co uratowane kocie oseski. Gdy piszę te słowa, Pani Irena niańczy już prawie 40 kociąt w wieku od 7 dni do 7 tygodni, a sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Przywożone są przez ludzi lub Eko Patrol z domów do rozbiórek, opuszczonych działek, zamkniętych piwnic, wyrzucone przez właścicieli. „Najmłodsze są z terenów ogródka przedszkolnego. Kotka, ratując kocięta przed niesfornymi dziećmi, jedno z nich udrapała i nie miała już szans na dłuższy pobyt. Teraz szczęśliwa odchowuje je u nas. Inne trafiły z parkingu, gdzie jedno z nich złamało łapkę. Czekają go specjalne badania i kosztowna operacja„ – informuje Pani Irena. W związku z odchowem kociąt, w Azylu ciągle brakuje karmy junior, specjalnego mleka i leków. Brakuje też wolontariuszy do oswajania półdzikich maluchów – a tylko takie mają szansę na adopcję.

Mimo tego Azyl, dzięki pomocy darczyńców i ogromnemu zaangażowaniu związanych z nim osób, może poszczycić się wspaniałymi wynikami akcji adopcyjnych. Rocznie oddaje do adopcji ok 200 kociąt i ok 50 dorosłych! Fundacja św. Franciszka prowadząca Azyl, wspiera się hasłem „Pomóż zwierzętom – naszym małym braciom” – i to jest chyba najlepsza puenta tej opowieści i apel do czytelników zarazem.

Oto jak możesz pomóc:

1.       Zaadoptuj kota. Podaruj miłość i odmianę losu. A jeśli masz już kota, pomyśl, czy nie mógłbyś adoptować mu przyjaciela i towarzysza życia. Zwłaszcza jeśli Twój kot przez 8-10 godzin, dzień w dzień siedzi samotnie w domu… To niewiele więcej kosztów i zachodu, a wbrew obiegowej opinii (i poza nielicznymi wyjątkami), koty to towarzyskie stworzenia. Zainteresowanych adopcją, koty zapraszają w każdą sobotę do Azylu w godz. 13.00-16.00 oraz na stronę www.101kotow.pl

2.       Jeśli lubisz koty, ale z różnych względów nie możesz przyjąć kota pod swój dach na stałe, pomyśl, czy nie mógłbyś zostać tymczasowym opiekunem i pomagać w oswajaniu kociąt. Azyl bardzo potrzebuje wolontariuszy, którzy na jakiś czas (z reguły 2-6 tyg) wezmą do siebie do domu kotka i pomogą w oswojeniu go. Żadne pieniądze nie oswoją zwierzęcia, potrzebny jest człowiek. Chętni dostają całe wyposażenie: jedzenie, klatkę, żwirek, kuwetę. Jest to nieoceniona pomoc, gdyż oswojone, przyjazne ludziom koty mają o wiele większe szanse na adopcję. Każdy oswojony i zaadoptowany kot, to możliwość pomocy innemu!

3.       Azyl oferuje także wirtualną adopcję. W ten sposób możesz na odległość pomagać wybranemu kotu. Zasady wirtualnej adopcji znajdziesz tutaj

4.       Jeśli masz swoją stronę w internecie, zamieść na niej baner Azylu. Na stronie znajdziesz różne banery. Do wyboru, do koloru.

5.       Potrzebni są wolontariusze do pomocy w Azylu i przy szukaniu nowych domów dla kotków oraz  osoby z samochodem, które mogłyby poświęcić nieco czasu np. na transport podopiecznego do weterynarza na zabieg/operację, przywiezienie karmy i cięższych rzeczy czy wyjazd na interwencję.

6.       Potrzebna jest sucha i mokra karma (puszki, konserwy) typu „Junior” np. Royal Canin, Annimonde, Hill’s, Sheba, paszteciki Winston z Rossmanna etc. Także płynne mleko dla kociąt np. Klara, Winston, Whiskas, Gimpet, leki odpornościowe Zylexis, Scanomune, TFX oraz szczepionki swoiste. Środki czystości, szczotki, worki. A także stare ręczniki, koce i poduszki, kartony i gazety, żwirek i trociny.

7.       Darowizny pieniężne na konto. Azyl potrzebuje stałych, całorocznych datków na zakup karmy (w tym także specjalistycznej), szczepionek, lekarstw i środków czystości, zabiegi weterynaryjne, rachunki i nieplanowane wydatki. Ogromnym obciążeniem są opłaty za rachunki, szczególnie za gaz i prąd. Jeszcze w lato, gdy nikt o zimie już nie pamięta, Azyl boryka się ze spłatą zaległych, astronomicznych zimowych rachunków za ogrzewanie. Liczy się każda przysłowiowa złotówka.

8.       Fundacja ma status Organizacji Pożytku Publicznego. Dzięki temu, możesz wesprzeć Azyl, nie ponosząc żanych kosztów – przekazując 1% ze twojego podatku. Niezależnie od 1% swojego rocznego podatku, możesz  także wspierać swoją darowizną w ciągu roku w ramach limitu 6%, określonego w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych (art. 26 ust. 1 pkt. 9 ustawy). Oznacza to, że możesz swój dochód przed opodatkowaniem pomniejszyć o darowizny na rzecz Fundacji do 6% uzyskanego w danym roku dochodu. W takim przypadku w zeznaniu rocznym wykazujesz kwotę przekazanej darowizny, kwotę odliczonej darowizny i wskazujesz Fundację jako obdarowanego.

9.       Na ślub, wesele czy każdą inną okoliczność, poproś o karmę zamiast kwiatów, które zaraz zwiędną.

10.   A może masz inny pomysł jak wspomóc Azyl?

Numer konta bankowego, na który można przekazywać darowizny:

Fundacja Św. Franciszka „Pomóż zwierzętom – naszym małym braciom”

38 1060 0076 0000 4048 3019 7758

z dopiskiem „Darowizna na rzecz fundacji”.                                                                                                      

 KRS: 0000017257, NIP: 123-09-21-856.

Strona Azylu http://101kotow.pl/ 

kontakt: azyl101@tlen.pl.

 

 

 

.


Opublikowane przez sie 20 2011 w herstory, Top news. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przez RSS 2.0.

5 KOMENTARZE DO ARTYKUŁU “Sto jeden kotów Pani Ireny”

Możliwość komentowania tylko dla zalogowanych. Login/Rejestracja

  1. Edka

    Prosimy o pomoc w spłacie długu Azylu. Koszty ogrzewania to astronomiczny rachunek, dzięki któremu wiele kotów przeżyło zimę. Wpłaćmy choć złotówkę. Zajrzyjcie na stronę.

  2. Magda

    Witam!
    Jestem wolontariuszką w Kocim Azylu i uwierzcie mi, czuję się niesamowicie, jak mogę pomagać kotkom i Pani Irence!!
    Jest to niesamowita kobieta! Pełna wiary i nadziei na lepsze jutro. Sympatyczna i miła.
    Warto pomagać. Jak ktoś może, w imieniu Pani Ireny proszę o pomoc. Pieniężną i w formie wolontariatu, czy karmy. :)

  3. Ania

    Zaadoptowałam w Azylu swoją kotkę i to była doskonała decyzja.
    Kociak świetnie przyjął się do rodziny, a myśl, że odmieniliśmy jego los tylko wzmacnia więź. Naprawdę warto:)

  4. Witam,
    ponieważ niektóre linki zamieszczone w artykule nie działają, podaję prawidłowe adresy:
    Strona główna: http://101kotow.pl
    Zasady wirtualnej adopcji: http://101kotow.pl/zwa.html
    Bannery (są na samym dole strony): http://101kotow.pl/pomoc.html

    I proszę mi wierzyć, warto wspierać Panią Irenę – ja to robię od lat.

  5. Ingeborga

    Popieram całym sercem! Bardzo sensownie zorganizowana pomoc dla zwierząt, takie osoby naprawdę warto wspierać, nawet symboliczną wpłatą.

PUBLICYSTKA

Olga Biskupska

- Absolwentka historii sztuki UKSW, dyplom z historii sztuki orientalnej. Uczestniczka dwuletniego studium fotografii artystycznej. Podróżniczka i fotografka, która bywa dekoratorką. Miłośniczka przedmiotu, kolorów i świadomego kiczu. Kolekcjonerka, ostatnio czerwonych muchomorów. Twórczyni biżuterii autorskiej. Obszary zainteresowania i dryfowania: świat, krąg kulturowy islamu, etnologia i etnografia, kultura i sztuka. Liberalna feministka, wielbicielka kobiet i mężczyzn - tolerancyjnych, otwartych i rozumnych. Dzieli łóżko z czterema samcami: jednym Homo sapiens i trzema z gatunku Felis catus.

Ostatnie artykuły Autorki


The text you want to show on mouse roll-over

Femka - magazyn dla Kobiet myslacych

The text you want to show on mouse roll-over



Wykonanie Ewa Modlinger Modlinska
Prawa autorskie © femPRESS