Sukces zawodowy = rezygnacja z kobiecości?
Jestem kierowniczką zespołu sprzedażowego. Ubieram się… No właśnie, jak ja się ubieram? I co przekazuję innym poprzez swój wygląd? Fragment „Maskulinizacja – czy kobieta sukcesu jest skazana na rezygnację z kobiecości?” zainspirował mnie i niejako zmusił do przemyśleń.
„Czy w świadomości menadżerek (…) pojawia się obawa, że odniesiony przez nie sukces może być postrzegany w kontekście zaprzeczania kobiecości? Czy zdają sobie sprawę z obowiązującego w polskim społeczeństwie stereotypowo „męskiego” wzoru kariery i związanej z nim konieczności posiadania takich cech, które tradycyjnie były uważane za męskie? Czy są świadome, że kobiety kariery (…) szczególnie w dziedzinach uważanych za tradycyjnie męskie, są postrzegane jako osoby pozbawione płci lub jako antyteza kobiecości?”1
Różne opinie, zdania przeczytać można w tekście, który jest częścią bardzo obszernej książki pt. „Edukacja i (nie) równość społeczna kobiet. Studium dynamiki dostępu”. Muszę przyznać się, że wcześniej jakoś specjalnie nie zastanawiałam się nad tym, czy jako kobieta – menadżerka powinnam swoją pozycję zawodową podkreślać w szczególny sposób. Mam w tym miejscu na myśli „poważny” ubiór, tj. biznesowy garnitur, eleganckie koszule itp. Z pewnością takie myśli były mi zupełnie obce, bo choć reprezentuję bank, to nie mając bezpośredniego kontaktu z klientami, nie muszę „wyglądać”. Ale właściwie, czy aby na pewno nie muszę?
Kobiety, jak wynika z większości prezentowanych w książce wypowiedzi, „zauważają transformację swojego stylu bycia, przynajmniej w sferze zawodowej, i uznają to za rezultat pełnienia (…) funkcji kierowniczej; chociaż nie do końca umieszczają to w kontekście maskulinizacji swojej tożsamości. Uważają, że kierowanie grupami ludzi (lub znajdowanie się w sytuacji permanentnej sytuacji sprawowania władzy) wymaga po prostu od kobiet „wyrobienia sobie” takich określonych cech charakterologicznych, które tradycyjnie postrzegane są jako męskie, i odrzucenia cech kobiecych (…)”2.
Nie będę prezentowała tu wszystkich zdań przedsiębiorczych kobiet i ich stanowisk wobec poruszonego tematu. Polecę po prostu lekturę wyżej wymienionej książki wszystkim tym kobietom, które chciałyby ten wątek zgłębić.
Sama uważam, że jest wiele typów kobiet, które zawsze zajmować będą odmienne stanowiska.
Są i będą zwolenniczki męskiego stylu, bo to zawsze lepiej wygląda, poważniej, bardziej elegancko. Tak ubrane mają wrażenie, że wszyscy wokół słuchają ich uważniej, a one wzbudzają powszechne uznanie i szacunek, że ktoś liczy się z ich zdaniem i mają posłuch u swoich podwładnych. Pośród kobiet kierujących innymi znajdą się też z pewnością zwolenniczki innych poglądów. Te uznają, że bycie kobiecą kierowniczką w niczym nie powinno przeszkadzać. Można nosić korale i rozpuszczone włosy i bardzo dobrze wykonywać swoje obowiązki, być przy tym wielkim autorytetem dla innych.
Nie jestem zdania, by kierownicze stanowiska odbierały kobietom kobiecość. A przynajmniej nie powinno i nie musi tak być. Jeżeli kobieta dobrze czuje się w swojej skórze, to nie będzie musiała swojego sukcesu, swojej pozycji, inteligencji, chęci rozwoju itp. manifestować poprzez akt stawania się bardziej „męską”. Ja również mam w sobie cechy przywódcy, do tego wielką żądzę sukcesu, lubię ryzyko i zdrową rywalizację. Z powyższego opisu wynika, że mam w sobie sporo męskich cech. Być może, ale lubię sukienki, biżuterię, mam włosy do ramion i umalowane rzęsy. Nie chcę i nie muszę pokazywać całemu światu, że tylko bycie mocnym jak facet zapewnia życiowy sukces. Zresztą dla każdego przecież życiowym sukcesem jest coś innego… Ale to jest już oddzielny temat. Być może będzie to pomysł na nowy tekst…
A. Gromkowska – Melosik, Edukacja i (nie) równość społeczna kobiet. Studium dynamiki dostępu, Kraków 2011, wyd. Impuls
1A. Gromkowska – Melosik, Edukacja i (nie) równość społeczna kobiet. Studium dynamiki dostępu, Kraków 2011, s. 415
Opublikowane przez Katarzyna Płóciennik lis 7 2011 w recenzje. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przez RSS 2.0.







