The text you want to show on mouse roll-over

Tak źle i tak też niedobrze, czyli jaki (powinien być) Kongres Kobiet

Agnieszka Ziętek ***

„Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził”- ciśnie się na usta po odbywającym się we wrześniu III Kongresie Kobiet. A właściwie nie tyle w ramach refleksji nad samym Kongresem, ile w odpowiedzi na pojawiające się po jego zakończeniu komentarze.

Otóż można było usłyszeć, że III Kongres Kobiet jest dowodem porażki środowisk feministycznych, ich klęską polegająca na sprzeniewierzeniu się ideałom feministycznym oraz zawarciu paktu ze środowiskiem biznesu, oczywistym uosobieniem sił kapitalistycznych oraz gospodarki wolnorynkowej. O fakcie owego „upadku” świadczyć miałoby pojawienie się na Kongresie Donalda Tuska oraz zwycięstwo PO w zorganizowanych podczas Kongresu prawyborach. Te właśnie wydarzenia są rzekomo dowodem braku miejsca we współczesnej przestrzeni społeczno-politycznej na kontrkulturowy, kontestacyjny i wolnościowy ruch feministyczny,  został on bowiem – podobno – wchłonięty przez neoliberalny konglomerat, reprezentowany przez kobiety ze świata biznesu (czyli tzw. business woman).

 

Owszem był Tusk, Buzek i Komorowska też, a prawybory wygrało PO. I rzeczywiście obecnych było dość dużo przedstawicielek tzw. świata biznesu. Tylko czy naprawdę oznacza to coś więcej aniżeli wyrażoną przez organizatorów chęć dotarcia do jak największej liczby odbiorczyń, co jednak dość trudno zrealizować pozostając w hermetycznym, odizolowanym środowisku. Czy można ową chęć uniwersalizacji i popularyzacji praw kobiet utożsamiać z przejęciem przez dominujący system, pierwotnie kontestacyjnych, postulatów feministycznych? Czy tworząc odcięty od rzeczywistości, hermetyczny, zamknięty w swoim własnym świecie kongres feministyczny, jak postulują niektórzy, wykluczając z niego przedstawicieli „opresyjnego” systemu rzeczywiście osiągnie się coś więcej? Czy wreszcie umieszczenie kategorii klasy społecznej ponad kategorią płci może dostarczyć więcej korzyści?

Wydaje się, że takie postawienie sprawy przyniesie niewielkie zyski, zdystansowany od wszystkiego co poza nim, radykalny Kongres nie będzie bowiem w stanie zainteresować kobiet, które z feminizmem jako takim po prostu się nie identyfikują, a tym samym nie będzie w stanie przeprowadzić żadnych skutecznych reform (no chyba, że nie o zmiany tu chodzi, ale o samą rewolucję dla rewolucji). Zaszywanie się we własnych okopach, szczelne odgradzanie od innych kobiet, tylko z racji ich przynależności partyjnych lub rynkowych koligacji, przypomina działania zmierzające do zachowania „czystości rasy” i z pewnością nie przyczyni się do zwiększenia siły i zasięgu oddziaływania Kongresu. Raczej spowoduje, że jego wpływ zostanie drastycznie zmniejszony, być może nawet ograniczony do zera. Skutkiem tego może stać się utknięcie w martwym punkcie, marginalizacja, kolejne podziały, rozczłonkowanie, niepotrzebne rozproszenie.

Rzecz bowiem w tym, że świadomość społeczna zmienia się powoli, a żadne gwałtowne działania rewolucyjne nie zmuszą innych do myślenia „po naszemu”, do zrozumienia na czym polega przemoc symboliczna, wykluczanie z kultury, języka, historii, czy wreszcie z polityki i szeroko rozumianej sfery publicznej, tak jak dzieje się to w przypadku kobiet. Do uzmysłowienia, że feminizm nie jest ruchem podstarzałych, sfrustrowanych i rozgoryczonych „starych panien”, które z braku innych zajęć, tudzież nienawiści do mężczyzn, wybrały taką a nie inną drogę ekspresji domagając się kastracji i wyrugowania męskiej części społeczeństwa z im tylko znanych powodów.

Zdobycie szerokiego poparcia i oddźwięku, aktywizacja różnorodnych grup kobiet wymaga postawienia na wielość, a nie zamknięcia w ramach skrajnych opcji i postulatów. Potrzeba zatem dopuszczenia do głosów przedstawicielek różnych środowisk, wzmocnienia wysiłków na rzecz wynegocjowania wspólnego punktu widzenia, konsensusu uwzględniającego różne, czasem odmienne spojrzenia. Chodzi zatem o wymianę doświadczeń kobiet z różnych miejsc, środowisk i obszarów działania, stworzenie forum przepływu wiedzy, tworzenie sieci relacji i współpracy w sferze publicznej, z której do tej pory kobiety usuwane były w „białych rękawiczkach”. Dlatego tak ważne staje się budowanie kobiecej solidarności i wspólnotowości, wspieranie i inicjowanie prób wspólnego działania, realizowania przedsięwzięć w sferze publicznej pomimo różnych postaw i poglądów. Chodzi także o nieustanne zwracanie uwagi na potrzebę upominania się o swoje prawa, przekraczanie dotychczasowych, jeszcze funkcjonujących barier psychologicznych i społecznych.

 Zamiast narzekać należałoby raczej stanąć po stronie setek kobiet, przedstawicielek organizacji pozarządowych, fundacji, stowarzyszeń, wszelkich ngo-sów, które w swoich małych lokalnych społecznościach wykonują codzienną, żmudną pracę u podstaw, przekonując do aktywności, „wychodzenia” z domów, pojawiania się na scenie publicznej, do otwierania umysłów i zmiany mentalności w każdej możliwej  formie i sposobie działania. Po stronie tych, które dzień po dniu budują kobiecą wspólnotę i solidarność, pokazując, że można żyć inaczej, że „Kinder, Küche i Kirche” niekonieczne muszą być treścią życia. Tych, które walczą o godność, szacunek i rzeczywistą równość kobiet, a jednocześnie na hasło feminizm kręcą przecząco głowami, bo być może nie zdają sobie jeszcze sprawy, że to co robią to właśnie nic innego jak przez niektórych nadal wyśmiewany i wyszydzany feminizm właśnie. Opowiadam się za tymi, które czują już „podskórnie”, że coś tu nie gra, a równość (w imię zasady  „równych i równiejszych”) nie zawsze dotyczy także kobiet. I wreszcie, staję po stronie tych twierdzących „nie jestem feministką, ale….”, bo to dla nich właśnie jest ten Kongres. (Nie)zwyczajnych i (nie)zwykłych, które nigdy nie przyjechałby na Kongres Feministyczny, za to chętnie pojawią się na Kongresie Kobiet, nie dla Środy czy Graff, ale może bardziej dla Młynarskiej czy Kwaśniewskiej. Może więc zamiast bezrefleksyjnie negować i podważać wszystko, co w jakikolwiek sposób wiąże się systemem, należałoby zastanowić się jak wykorzystać go do swoich celów, systematycznie zwalczać jego własną bronią.

I wydaje się, że tego nam właśnie teraz potrzeba: owocnej dyskusji ponad podziałami, rozpoczętej, ale jeszcze nie zrealizowanej zmiany świadomościowej, przełamywania nadal funkcjonujących w życiu społecznym i w świadomości mylnych sądów, fałszywych przekonań i stereotypów. Usunięcia z debaty pobłażliwego uśmiechu, a jednocześnie wyjścia z cienia, wzięcia spraw w swoje ręce, pokazania, że z głosem połowy społeczeństwa nie można się nie liczyć. Rzeczywiście równego i poważnego traktowania, zamiast wytykania „że przodem i że bokiem”.

 

Tekst w wersji rozszerzonej ukazał się na portalu www.wyborcza.pl


Opublikowane przez lis 14 2011 w gender / feminizm, kongres kobiet, Top news. Możesz śledzić komentarze do tego artykułu przez RSS 2.0.

Możliwość komentowania tylko dla zalogowanych. Login/Rejestracja

PUBLICYSTKA

Agnieszka Ziętek

- Doktor nauk humanistycznych, socjolożka, wykładowczyni akademicka, trenerka umiejętności społecznych. Zajmuje się filozofią polityki, teorią kultury, komunikacją społeczną. Interdyscyplinarne badania naukowe łączy z działaniem praktycznym realizując szkolenia i warsztaty z zakresu rozwoju osobistego, równości płci i komunikacji interpersonalnej. Autorka licznych publikacji, które ukazały się m.in. w Przeglądzie Kulturoznawczym, Zadrze, Kulturze i Historii, Akcencie, Gazecie Wyborczej oraz w pracach zbiorowych. Członkini Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej, Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego oraz Krytyki Politycznej (klub w Lublinie).

Ostatnie artykuły Autorki


The text you want to show on mouse roll-over

The text you want to show on mouse roll-over

The text you want to show on mouse roll-over



Wykonanie Ewa Modlinger Modlinska
Prawa autorskie © femPRESS